1. Rekrutacja na dyrektora Hogwartu
ROZDZIAŁ 1
Próba Odwagi
Stało się! Harry Potter pokonał Lorda Voldemorta! W całym świecie magicznym nareszcie zapanował spokój. Ucierpiał jedynie biedny Hogwart, nad którym nikt nie sprawował już pieczy. Nastał więc czas na wybranie nowego dyrektora szkoły, bo w końcu Snape zginął, a Minerwa odeszła na emeryturę. Albus Dumbledore zanim zmarł , przekazał tej dwójce pewien tajemniczy pergamin.Były w nim zadania opracowane przez samych założycieli szkoły. Miały one przede wszystkim przetestować umiejętności , a także wytrwałość i determinację następców.
Zgłosiła się do tego grupka najlepszych przyjaciół : Dracona, Lawrence, Wilhelm i Narcyza. Ta ostatnia była najmłodszą, ale serce miała z tej czwórki największe. Mieli oni przejść kilka, a dokładniej pięć prób , które by sprawdziły ich odwagę, lojalność, siłę i intelekt.
Pierwsza była Próba Odwagi... Wszyscy zebrali się przed wrotami, stojącymi samotnie na błoniach. Pojawiły się one , kiedy tylko rozwinięto pergamin.Były one czarne, ozdabiane złotymi kluczami. Wyglądały strasznie, a zarazem kusiły, aby przez nie przejść. Czuło się przy nich ogromną moc. Drzwi te były niezwykłe, prowadziły one do wewnętrznych lęków, jakie osoba przez nie przechodząca miała.
Jako pierwsza do testu przystąpiła Dracona. Widziała las, a w nim różne stworzenia i istoty, które wyglądały strasznie i brzydko, wręcz obrzydzająco. Musiała przejść przez niego, aby się wydostać i zakończyć próbę poprawnie, a za tym - przejść do następnej "rundy" . Stanęła przed otworzoną bramą, a chwilę później stała tuż za nią. Dracona bowiem ujrzawszy szkaradne stworzenia, zaczęła biec przed siebie. Od czasu do czasu zamykała oczy, żeby nie musieć patrzeć na swój koszmar. Bestie ścigały dziewczynę, ale była ona tak przebiegła, że nie mogły jej złapać, a bardzo się starały.Gdy tylko udało jej się przedostać spowrotem na polanę, poczuła ogromną ulgę. Miała to już za sobą.
Następna była Lawrence. Za drzwiami panował mrok, a w nim słychać było czające się gdzieś istoty. Tylko to można było usłyszeć - przyjaciele nie odzywali się ani słowem.Lawrence weszła przez bramę, wyjęła różdżkę i wypowiedziała szybko formułę: "Lumos Maxima!". Była to bardzo inteligenta dziewczyna, ponieważ gdy zobaczyła co to za istoty,to zachowała spokój i krzyknęła "Expecto Patronum!". O tak... Byli to dementorzy, których tak bardzo się bała. Chociaż strach był paraliżujący, tak jak Draconie udało jej się przejść.
Przyszedł czas na Wilhelma. Przekroczył wrota dumnym krokiem. Wydawało mu się, że jest nieustraszony i nikt go nie przerazi. Niespodziewanie został otoczony ze wszystkich stron czarodziejami, którzy wskazywali na niego palcami, wyśmiewując go przy tym. Było to bolesne doświadczenie. Nikt nie chciałby być poniżany.Chłopak kucnął , zakrył rękami uszy i mocno zaciskał powieki. Przyjaciele trzymali się za ręce po drugiej stronie wrót i cicho kibicowali mu.
- Jeszcze tu wrócę! -krzyknął i zatracił się za bramą.
Następna była Narcyza. Wchodząc przez bramę rozmyślała, co tam zobaczy. Mimo tego przeszła odważnie z wysoko podniesioną głową.
Chwilę później widziała ona jak bliskie jej osoby umierały w cierpieniu. Uroniła łzę, lecz się nie poddała. Zaczęła powtarzać: "To tylko test. To tylko test!", ale potem przypomniała sobie, że to jest jej lęk, więc to musi być bogin. Zacisnęła rękę na różdżce, dodając sobie tym samym otuchy. Wypowiedziała zaklęcie wymachując różdżką: " Riddikulus! ", a wtedy wszystko zniknęło,a Narcyza przeszła pewnym siebie krokiem przez bramę.
Niebo zaczęło ciemnieć, a wiatr smagał coraz mocniej. Czarodziejki drżały z otaczającego je zimna. Nie wiedziały co się dzieje. Nad nimi tworzyło się coś na kształt okręgu, które ciągle się zmniejszało. Nagle znikąd pojawiło się światło i oślepiło przyjaciółki. Gdy tylko znowu mogły widzieć, okazało się, że są w swoich pokojach. Zostały jakoś przeteleportowane.
I tak oto pierwszy dzień prób dobiegł końca. Dziewczyny zmęczone poszły spać, a już nazajutrz czekało zwyciężczynie kolejne wyzwanie.
Próba Lojalności
Następnego dnia Dracona, Narcyza i Lawrence obudziły się przed wielkim kamiennym łukiem z obrośniętego mchem kamienia. Zdziwione zaczęły rozmawiać o tym , co może je czekać w kolejnej próbie.
Nie były już tak ciche jak w pierwszym zadaniu, wtedy nie były na to przygotowane. Teraz dyskutowały o tym, gdzie jest w tej chwili Wilhelm i czy nadal żyje. A jeśli coś mu się stało? Zobaczą go jeszcze, jak on zapowiadał?
Rozmawiały z dobre pół godziny, kiedy to zza łuku wychylił się wychudzony skrzat domowy i pisknął swoim cieniutkim głosikiem, w dodatku jąkając się: "W-w-wejdźcie d-do l-labiryntu!". Po czym zniknął w niebieskim obłoczku mgły.
Zaskoczone dziewczyny zdecydowały się, aby wejść do tego "labiryntu", choć widziały tylko marną konstrukcję na jakiejś pustej polanie. Przebiegły przez łuk jedna po drugiej. Ciekawe... Był to portal i czarodziejki pojawiły się w prawdziwym labiryncie. Kamienne ściany okrywał ten sam mech , co na widzianym przez nie wcześniej łuku.
Dziewczyny znajdowały się w bardzo odległych od siebie odnogach labiryntu. Portal musiał je rozdzielić. Zaczęły wołać swoje imiona nawzajem, ale powierzchnia labiryntu była tak rozległa, że nawet pół Londynu to za mało.
Lawrence pierwsza postanowiła coś zdziałać i postanowiła biec. W jej ślady poszły też dziewczyny, ale dopiero po jakimś czasie. Lawrence biegała na oślep. Minęła wiele zwierząt rannych, kwiczących z bólu, a także ludzi biednych, czarodziei, którzy mieli różdżkę przystawioną do głowy. Tak jakby nie słyszała ich próśb, nie widziała ich krzywd.
Podobnie było z Draconą, lecz ona miała serce do zwierząt, więc ich nakarmiła , uleczyła i udobruchała. Nie miała serca takiego jak Lawrence, ale przynajmniej pomyślała też o potrzebujących pomocy.
Narcyza zaś o wielkim sercu miała czas dla każdej istoty, dla każdego ciała, które znajdowało się w labiryncie. Poświęcała choć chwilę, aby wyczarować choć butelkę wody lub kromkę chleba.
Wnet przydarzyło się coś dziwnego. Bardzo dziwnego. Nagle Lawrence nie wiedziała co ma robić. Zatrzymała się w miejscu i stała jak słup. Tak samo jak inne dziewczyny, ale one miały drogę ewakuacyjną - dobro.
Była to bowiem Próba Lojalności. Lojalności wobec innych i siebie.
Po chwili Narcyza , a potem Dracona przypomniały sobie co muszą zrobić. Zwierzęta i ludzie ciągle przekazywali im wskazówki do wyjścia, gdy pomagały. Za to Lawrence nadal nie wiedziała, gdzie jest wyjście. Kiedy w końcu przypomniała sobie , że musi przejść próbę, to nikt, ale to nikt nie pokazał jej drogi, ponieważ ona nikomu nie pomogła. Zorientowana w terenie czarodziejka wreszcie dotarła do końca labiryntu. Okazało się jednak, że jest ostatnią, która tam dotarła .Wiedziała jaki ją czeka los, przytuliła swoje przyjaciółki , a następnie deportowała się w nieznaną otchłań.
Było już ciemno , dziewczyny musiały isć spać przed następną próbą - próbą, która miała wskazać, która zostanie dyrektorem w Hogwarcie .
Próba Siły
Zostały już tylko Dracona i Narcyza. Przyszedł czas na Próbę Siły. Dziewczyny weszły do wielkiej sali pełnej luster.Były one dosłownie wszędzie! Na podłodze, ścianach, suficie... Zdezorientowane podeszły do dwóch największych zwierciadeł i zaczęły się w nie wpatrywać. Dracona dokładnie przeszukała salę, ale nic w niej innego nie dostrzegła.Można było paranoi dostać patrząc się w te dziesiątki postaci.Narcyza skupiła się na swoim odbiciu. Było one jakieś mroczne, ponure. Po chwili tafle zadrżały, a z luster wyskoczyły idealne kopie czarodziejek. Rzuciły się one gwałtownie w stronę zaskoczonych przyjaciółek. W ostatniej chwili udało im się odskoczyć.
Pierwsza zaczęła walczyć Dracona : ,,EXPELLIARMUS''- krzyknęła. Różdżka kopii została wyrzucona w powietrze. Ale... ona sama też straciła własną. Następna zaczęła pojedynkować się Narcyza.Jej szło trochę lepiej. Skupiała uwagę przeciwniczki, jednocześnie szukając rozwiązania problemu. Wniosek nasunął jej się niemalże od razu.Każde zaklęcie jakie rzucały w stronę odbić , wpływały i na Draconę , i na Narcyzę. Walka ciągnęła by się bardzo długo, gdyby miały ciągle tak walczyć. To bezsensowne.
Na wspaniałomyślne rozwiązanie wpadła młodsza czarodziejka. A co jeśli źródłem siły kopii były te lustra? Co by się stało , gdyby je rozbiły? Nadszedł czas, żeby się o tym przekonać.
Kiedy tylko zdołała umknąć przeciwniczce, zaczęła rozbijać zwierciadła wszystkim co miała pod ręką.Nawet częściami ciała. Jeśli rzucałaby zaklęcia, mogłyby się one odbić. Dracona przyglądała się z zainteresowaniem i domieszką strachu przyjaciółce. Nie wpadła na ten pomysł. Nie przemyślała jednak swoich planów i używała różdżki. Promienie światła latały to w jedną, to w drugą stronę, nie uszkadzając ani jednego lustra.
Czas uciekał , a dziewczyny powoli traciły swoje siły. Nie dość , że atakowały je idealne kopie, których nie mogły skrzywdzić , żeby nie przysporzyć problemów sobie nazwajem, to na dodatek musiały niszczyć dziesiątki zwierciadeł . Dlaczego zwierciadła?! Nie mogli dać testów?
Narcyzie udało się znacznie osłabić "wroga'' . Zostało jej rozbić kilka luster, żeby zakończyć próbę. Dracona była bardzo przejęta. Podeszła do przyjaciółki i podarowała jej swój ukochany naszyjnik z czerwoną gwiazdką, na znak wiecznej przyjaźni. Narcyza również coś dała : okrągłe, perłowo-białe kolczyki. Przyjaciółki płakały wtulone przez chwilę w siebie. Dracona w końcu się odsunęła. Narcyza teraz już mogła w spokoju wykonać zadanie. Dracona bowiem zniknęła otoczona białą poświatą, niczym anielica.
Próba siły została zrealizowana pomyślnie. Funkcję Dyrektora Hogwartu otrzymała Narcyza. Ta nie mogła się jednak doczekać, kiedy zobaczy swoich bliskich. Miało to się stać szybciej, niż sobie wyobrażała.
Próba Intelektu
Narcyza rozmyślała o swoich przyjaciołach lecąc na miotle w miejsce, gdzie miała odbyć się ostateczna próba. Bardzo za nimi tęskniła i zastanawiała się ,gdzie oni mogą być i jak się czują. Czy mają jej za złe ,że została Dyrektorką?
Leciała tak z dobre pół godziny, kiedy doleciała do wejścia w skale , którą (o dziwo) pokrywał śnieg.Była to magiczna grota, która tak naprawdę pochodziła z Alaski.
Czarodziejka była wysyłana w przeróżne miejsca, aby mogła w nich odpocząć przed kolejnym wyzwaniem. Wkrótce dotarła niedaleko Hogsmade, ale też i w pobliże Hogwartu .
Narcyza postanowiła wejść do jaskini - tak jak jej nakazano w liście. Schodziła ciągle w dół niekiedy potykając się w ciemności, przez co zajęło jej to sporo czasu. Jakiś czas później ujrzała światło i przyspieszyła. W oświetlonym korytarzu zobaczyła swoich przyjaciół : Draconę, Wilhelma i Lawrence. Bardzo się ucieszyła z tego spotkania. Niepodziewała się ich w takim miejscu.
. Uściskała ich wszystkich z osobna. Wilhelm niepewnie poklepał dziewczynę po plecach, pozostała dwójka odwzajemniła przytulasy. Narcyza z bananem na twarzy zaczęła ich ciągnąć w stronę wyjścia. Pomyślała, że na tym polegało jej zadanie : wyprowadzeniu przyjaciół na powierzchnię.
Kiedy tylko znaleźli się przed wrotami, nagle drogę zagrodziło im jakieś niewidzialne pole siłowe. Zaintrygowana tym Narcyza zauważyła kątem oka stół w pieczarze. Ciekawe, dlaczego na początku go nie zauważyła...
Podeszła do niego, a następnie zaczęła analizować fiolki z różnobarwnymi substancjami .Po chwili jej uwagę przykuł pergamin. Napisane na nim było : ,, Wybieraj szybko i rozważnie. Niedługo cała jaskinia zamarznie.'' Przeczytawszy te słowa, odczuła, że do jaskini wtargnęło mroźne powietrze. Było to zaklęcie.
Takim oto sposobem czas pospieszał przyjaciół. Zdeterminowana czarodziejka przypominała sobie wszystkie eliksiry zawierające podane składniki. Pasowały one idealnie do Eliksiru Uwolnienia! Ilość wskazywała jednak, iż będzie musiała dokonać ciężkiego wyboru. Tylko dwoje wyjdą stamtąd cali. Wolała nie niepokoić pozostałych tym faktem.
W czasie , gdy Narcyza rozmyślała nad przepisami, Lawrence zmieniała się powoli w ,, kostkę lodu''. Nie miała już czucia w kończynach! Leżała skulona w kącie i zgrzytała zębami.
Po kilku godzinach pracy wraz z małą pomocą Dracony i Wilhelma, który był mocny z eliksirów, udało się zrobić Narcyzie ów wymieniony eliksir. Pozostało im kilka składników, które nie przydały się. Zostały po coś zostawione. Może dałoby radę stworzyć z nich coś pożytecznego?
Przed Narcyzą teraz czekał ciężki wybór. Kogo miała wziąć ze sobą? Zaczęła chodzić po korytarzu tam i z powrotem ,rozmyślając z kim najbardziej się przyjaźniła. Przyjaciele również chodzili, robili przysiady, pajacyki, ponieważ zimno było nie do zwytrzymania. Dracona również zaczęła jak Lawrence zgrzytać zębami.
Młoda czarodziejka uroniła łzę i rozmyślała dalej. Minęła godzina, dwie, trzy... I dopiero wtedy Narcyza wpadła na pomysł. Podbiegła do stołu, gdzie leżały zapomniane składniki. Przyjrzała się im dokładniej niż wcześniej. Miała rację! Mogła z nich uwarzyć Eliksir Klonujący. Narcyza polała nim fiolki z eliksirami , które miały ich uwolnić z tego więzienia. Ich liczba wzrosła do czterech. Podała je towarzyszom , a następnie wypili je wspólnie.
Nad czarodziejami zaczął tworzyć się znajomy wir, który przeniósł ich na główną ulicę Hogsmade.Dumna z siebie Pani Black poszła z przyjaciółmi żwawym krokiem do pobliskiego pubu na kufelek piwa kremowego.
Po kilku dniach Narcyza otrzymała sowę od Ministerstwa Magii z potwierdzeniem jej posady. Wszyskie postępy były dokładnie śledzone, a wyniki ukazano nawet w Propoku Codziennym. Od tamtej pory Pani Narcyza Black była nowym dyrektorem Hogwartu. Jej przyjaciele również nie próżnowali, ponieważ założyli własną szkołę i nauczają tam aż do dziś, żyjąc w zgodzie z Szkołą Magii i Czarodziejstwa Hogwart jak i innymi szkołami.
Próba Oswojenia
Narcyza szła do swojego nowego gabinetu. Szkoła po walce z Lordem Voldemortem, tak jak i jej okolice, była w opłakanym stanie. Bohaterka zastanawiała się , dlaczego Ministerstwo Magii na początku , zanim rozpoczęły się próby, wspomniało o pięciu zadaniach. Przecież została już Dyrektorką Hogwartu, a minęły tylko cztery...
Po korytarzach walały się gruzy, pergaminy ,gdzieniegdzie była też i krew. Obrazy miały połamane ramy, nie były jednak w bardzo opłakanym stanie. Skrzaty domowe i duchy mieli mnóstwo pracy. Ekipy sprzątające nasłane przez Ministra Adams'a uwijały się z robotą na zewnątrz.
Narcyza z łatwością mogła sobie przypomnieć,wyobrazić ową bitwę, patrząc na zniszczenia. Było to naprawdę bolesne przeżycie. Wielu czarodziei poświęciło się , żeby potomkowie żyli bez cierpienia. Nie tylko oni walczyli. Udział brali również olbrzymy, skrzaty, duchy, centaury...
Dyrektor Black nie zauważyła ,kiedy dotarła na miejsce. Przed nią był dawny gabinet Dumbledora. Wyciągnęła z płaszcza kartkę z hasłem. ,,Lukrecjowa Fasolka''- wypowiedziała cichutko. Drzwi otworzyły się. Dziewczyna niepewnie przez nie przeszła.
W pomieszczeniu było ciemno i duszno. Narcyza użyła wygaszacza , którego dostała osobiście od Rona Weasley'a. Od razu zrobiło się jaśniej. Meble i regały stały nietknięte, pokrywała je lekka warstwa kurzu. Książki i pergaminy porozwalane były na obszernym biurku. Na podłodze dostrzec mogło się popiół. Ściany zaś ozdobione pajęczynami dodawały odrobinę grozy.
Uwagę dziewczyny zwrócił popiół. Trafnie odgadła, że należy on do feniksa Dumbledora, Fawkesa. Zapewne niedawno się spalił. Pozostało tylko czekać na odrodzenie się tego majestatycznego stworzenia.
Narcyza wyciągnęła sporej wielkości chustkę , a następnie zaczęła ścierać zgromadzony przez miesiące kurz . Na nieszczęście co chwila głośno kichała, przez co jej praca była daremna. Zirytowana usiadła na krześle przed biurkiem, a następnie chwyciła jeden z pergaminów wczytując się w niego. Było to wypracowanie któregoś z uczniów. Praca była na temat Wielkich Stosów w świecie mugoli, miała niemożliwie wiele błędów ortograficznych. Po przeczytaniu wypocin ( bazgrołów) uczniaka ,Dyrektor podniosła wzrok. Wpatrywały się w nią dwa okrągłe jak latające spodki ślepia.
Zaskoczona zląkła się , odepchnęła gwałtownie od biurka , a następnie upadła wraz z krzesłem. Ponownie uniosła głowę i zobaczyła Fawkesa. Zaniosła się szczerym śmiechem. Ale on napędził jej strachu! Wygramoliła się z podłogi i otrzepała szatę. Sprawca bezwstydnie otrzepał się i patrzył w skupieniu na nową właścicielkę. Był wobec niej nie do końca ufny. Nie mogła zająć miejsca Albusa w sercu feniksa.
- Jestem Narcyza- zaczęła niepewnie dziewczyna, podchodząc krok bliżej . Oblane zimnym potem ręce drżały rytmicznie. - Wiedz, że dla mnie to również ciężka sytuacja. Nigdy nie zdołam przyzwyczaić się do tej ogromnej straty. Mam jednak nadzieję, że między nami nie będzie sporów. Wolę się przyjaźnić.
Stworzenie kiwnęło delikatnie główką i poderwało się do lotu. Nim czarodziejka zorientowała się w sytuacji , wyleciało przez pustą okiennicę. ,,Co jeśli stanie się mu coś złego?''- niepokoiła się . Wybiegła z gabinetu . Musiała go odnaleźć.
Gdy znalazła się na zewnątrz zaczął znienacka padać deszcz . Pani Black rozglądnęła się. Fawkes kierował się w stronę lasu. Sapiąc jak lokomotywa chwilę później dotarła na miejsce. Biegła przecież dosłownie na złamanie karku. Odważnie ruszyła dalej, kierując się potrzebą niesienia pomocy. Ledwie weszła , a usłyszała donośny grzmot. Burza nasilała się grając z bohaterką na czas. Podobnie było podczas wcześniejszej próby, Próby Intelektu.
Liście pod stopami Narcyzy wydawały charakterystyczny dla siebie dźwięk. Deszcz , któremu towarzyszył niekiedy grad , spowalniał . Narcyza potknęła się o wystający korzeń i runęła jak długa. Przed nią stał testral. Pewnie się zastanawiacie , dlaczego widzi testrale ? Podczas bitwy z Voldemortem poświęciła się jej młodsza siostra. Wzięła na siebie zaklęcie niewybaczalne, uratowała życie starszej siostrze . Wracając do naszej historii...
Testral był ranny. Z pyszczka leciała strużka krwi. Stworzenie zaczęło się zbliżać do przewróconej dziewczyny , lekko kuśtykając. Ta jednak nie próbowała nawet się oddalać. Było jej go żal. Podniosła się powoli i przykucnęła. Wyciągnęła rękę w stronę testrala . Trzymała ją w górze, aż ten zgodzi się na jej działanie. Stworzenie znalazło się blisko niej. Narcyza wyciągnęła spod płaszcza różdżkę , a następnie wyleczyła go.
Pod stopami pani Black rozstąpiła się ziemia. Świat w jej oczach zaczął wirować. Po chwili straciła przytomność.
Obudziła się w swoim nowym gabinecie. Leżała na podłodze. Kiedy próbowała wstać, zakręciło jej się w głowie, więc musiała usiąść. Usłyszała trzask tłuczonego szkła.
Rozglądnęła się spanikowana. Zobaczyła feniksa. Fawkes chciał zwrócić uwagę czarodziejki, więc zrzucił flakon z ziołami z okiennicy . W pyszczku trzymał kopertę. Zdezorientowana dziewczyna użyła wszystkich swoich sił i wstała, a następnie podeszła do sprawcy hałasu.
Wzięła kopertę i otworzyła ją. Była to wiadomość z Ministerstwa. Okazało się , że Minister Feaven postanowił zrobić dodatkową próbę. Miała ona na celu sprawdzenie, czy pani dyrektor jest odpowiednią osobą na to stanowisko. Zadanie to przebiegło pomyślnie.
Feniks podleciał do nowej właścicielki i czule skubnął jej prawe ucho. Narcyza szczerze zaśmiała się. Ten uparciuch wiedział o tym od samego początku! Teraz miała stuprocentową pewność, że objęcie przez nią stanowiska dyrektora Hogwartu było właściwe. Ciekawa dalszych losów i przygód ponowiła porządkowanie rzeczy w gabinecie.
ROZDZIAŁ 2
Historia kołem się toczy
Minęło kilka miesięcy od rozpoczęcia renowacji. Została tylko praca na zewnątrz, gdzie leżało wiele głazów (pozostałości po walce), które trzeba usunąć. Hogwart był czysty, gdzieniegdzie jednak dało się zauważyć pajęczyny. Grupa wysłana przez Ministerstwo uwinęła się szybko.
Narcyza podziwiała rezultaty, przemierzając korytarz. Obrazy spoglądały za nią z nutką wesołości w oczach. Dziewczyna szła dalej niewzruszona ich ciekawością. Wiedziała o co im chodzi. Kilka dni temu Panna Feaven z obrazu naprzeciwko gargulca ze złamanym nosem, zachęcała ją do zrobienia imprezy na cześć Harry'ego - zwycięzcy. Dostała poparcie ze strony sąsiadów. Dyrektor jednak nie była zachwycona tym pomysłem. Obawiała się, że przyjaciele ją znienawidzili po jej wygranej.
Zamyślona wpadła na kogoś. Speszony mężczyzna ukłonił się nisko i przeprosił. Był to syn pani Sprout. Przyszedł pomóc przy szklarni. Dziewczyna uśmiechnęła się w duchu widząc jego podobieństwo do matki.
Ruszyła na drugie piętro po narzędzia ogrodnicze. Kiedy była już przy celu, podleciała do niej sowa Dracony, Laluna . Zaskoczona wzięła pergamin i zaczęła czytać.
Przyjaciółka wysłała jej zaproszenie na urodziny. Na śmierć o tym zapomniała! Może i obrazy miały rację? Przyjęcie urodzinowe mogło być w Hogwarcie.
Na odwrocie pergaminu odpisała przyjaciółce, zachęcając ją do ucztowania w szkole. Miała już w głowie tyle pomysłów. Balony w kształcie dyni, czekoladowe żaby i piwo kremowe na stole, serpentyny, muzyka... . Nic dodać , nic ująć.
Narcyza udała się więc na ulicę Pokątną, aby kupić prezenty Draconie. Kiedy wychodziła z księgarni ,,Esy i Floresy'' zauważyła Wilhelma. Szedł w stronę Nokturnu. Widać było,że się spieszył.
Dziewczyna pobiegła w jego kierunku, chciała się przywitać z dawno niewidzianym przyjacielem. Ten jednak zdążył już wejść do sklepu z magicznymi przedmiotami. Ciekawska natura Narcyzy wygrała.
Czarodziejka weszła do sklepu i zaczęła rozglądać się za Wilhelmem. Chłopiec był przy ladzie z zielonym kryształem wielkości ludzkiej pięści. Kamień ten emanował dziwnym blaskiem. Można było się wpatrywać w niego bez koń
ca.
Wilhelm wziął do ręki ów kryształ i diabolicznie się zaśmiał.
,,Co mu się stało?'' - zastanawiała się gorączkowo pani Black. Schowała się szybko za stołem. Uniknęła tym samym zauważenia jej przez przyjaciela. Musiała odkryć w co on się wpakował.
Tydzień później Wielka Sala (nwm jak to się nazywa. Kaśka , poprawiaj! xD) była udekorowana i przepełniona gośćmi. Nie zjawił się tylko Wilhelm. Zabawa rozkręcała się. Większość tańczyła podrygując z takt muzyki. Kilkoro czarodziei stało przy drzwiach i paliło mugolskie cygara.
Nagle świece oświetlające pomieszczenie zgasły. Zapanował mrok. Trwało to jednak krótko. Po chwili zapaliły się na nowo. Coś jednak się zmieniło. Nad gapiami lewitował Wilhelm. Jego oczy wraz z białkami były czarne, skóra blada, wokół niego rozciągała się zielonawa mgła.
- Oto i uwolniłem się. Teraz wy zobaczycie, czym jest cierpienie i ból! Zło zawsze tryumfuje . - przemówił z cwaniackim uśmiechem.
Zło? Przecież od bitwy Harry'ego było bezpiecznie. Prawda?
Narcyza, Dracona i Lawrence wyciągnęły różdżki. Próbowały ogłuszyć Wilhelma, ale to nic nie dawało. To tak jakby coś pochłaniało zaklęcia , nim dotrą do niego. Chłopiec ponownie się zaśmiał i zniknął w kłębach tego dziwnego dymu.
Nieznany wróg
Przyjaciółki siedziały w gabinecie Narcyzy i wspólnie zastanawiały się nad wydarzeniami , które zaszły dzień wcześniej. Nie do końca rozumiały, co się wydarzyło i dlaczego Wilhelm stał się taki zły.
Narcyza opowiedziała im o Nokturnie, krysztale i swoich obawach. Gdy jej historia dobiegła końca, dziewczyny były wstrząśnięte. Czym był ten kamień? I co najważniejsze : dlaczego jego posiadacz zmienił się w wariata?!
Ustaliły, że jeśli będzie to coś poważniejszego, to poinformują o tym Ministerstwo. Na razie nie chciały zawracać niepotrzebnie mu głowy. Przecież mogło się okazać, że to tylko błacha sprawa, którą łatwo można załatwić.
Podczas rozmowy ktoś delikatnie zapukał do drzwi. Był to Oliver. Speszony mężczyzna przeprosił, że przeszkodził przyjaciółkom w rozmowie. Miał jednakże pilną sprawę. Wejście do szklarnii było bowiem zapieczętowane silnymi czarami , a ze środka słychać było wrzaski i szloch kobiety.
Dziewczyny szybko zareagowały na te słowa, wybiegając z gabinetu. Słowa Oliver'a bardzo je zaniepokoiły.
Gdy dotarły na miejsce , usłyszały przeraźliwe krzyki. Szklarnia była owinięta mnóstwem pnączy, które świeciły się jak fajerwerki na sylwestra.Do tego były rzucone potężne zaklęcia ochronne, z którymi nie poradziłby sobie najbardziej doświaczony czarodziej. Czary te wymagały wielkiego skupienia , cierpliwości, a także przede wszystkim kilku osób.
Dracona pobiegła po stare zwoje z zaklęciami ,dzięki którym miały się pozbyć magicznych roślin.
Narcyza wzięła je od niej i wszystkie chwyciły się za ręce. Zaczęły recytować stare zaklęcia . Po jakiejś godzinie jedyne co uległo zmianie ,było to, że pnącza przestały świecić.
Zrezygnowana Lawrence wyszarpnęła rękę i podeszła do nich. Spróbowała z całej swojej siły wyszarpać rośliny, ale pomimo jej starania nic nie osiągnęła.
Niemniej jednak nadal walczyła z tym żywiołem ziemi. Nie poddawała się. Nie chciała być słaba. Chciała dać z siebie wszystko.
Dziewczyny patrzyły zszokowane na przyjaciółkę. Podziwiały jej determinację, jednocześnie obawiając się do czego ona może doprowadzić.
Pnącza zaczęły o dziwo znikać... Tak samo jak i Lawrence. Widocznie jeśli chcą się dostać do środka szklarnii, to muszą na ten czas ją poświęcić. Gdy tylko zniknęli , od razu przeszły do akcji.
W budynku panował straszny chaos. Doniczki były potłuczone, rośliny walały się po podłodze, półki i stoliki były połamane. W centrum tego burdelu znajdowała się nastoletnia dziewczynka , która była uwięziona w czymś na rodzaj kokonu. Przed nią stał nie kto inny jak sam Wilhelm.
Na szyi miał kryształ,który świecił. Również światło wydobywało się z kokonu. Narcyza podeszła do Wilha,chcąc mu uświadomić, że źle robi.
Kiedy chłopak odwrócił się, w oczach widać było jedynie pustkę. Widok ten zaniepokoił dziewczynę na tyle, że cofnęła się dwa kroki do tyłu. Teraz między nią a Wilhelmem były cztery stopy odległości.
- Dlaczego taki jesteś? Nie pamiętasz jak obiecaliśmy sobie ,jak byliśmy mali na mały paluszek, że nigdy nie będziemy mieli przed sobą sekretów? Proszę, powiedz co się dzieje - Narcyza cichym głosem próbowała przekonać go do wyznania prawdy.
Złowrogi śmiech obiegł całe pomieszczenie. Czarodziejkom przeszły po plecach ciarki.
- Jego już nie ma. Jest nędzną , brudną powłoką. Tylko ja , Aasheron , jestem tutaj i zawładnę światem magicznym. Strzeżcie się śmiertelnicy! Czeka was kara za nieposłuszeństwo wobec MNIE! - znowu słychać było donośny śmiech.
W czasie, gdy to mówił, Draconie udało prześlizgnąć się do uwięzionej dziewczyny. Kokon w przeciwieńswie do pnączy , łatwo dał się zniszczyć. Nastolatka wykrzyknęła jakieś słowa w obcym języku. Aasheron odwrócił się i równie szybko zniknął w kłębach zielonego dymu.
Lawrence nagle pojawiła się przed przyjaciółkami. Widocznie zaklęcie przestało działać.
Wspólnie udały się w stronę szkoły. Miały bowiem sobie wiele do wyjaśnienia.
Kimkolwiek jest ten koleś w ciele Wilhelma, niech wie, że nie poddadzą się tak łatwo. Będą walczyć do końca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)